Szukam Małego Księcia. Wypatruje go w twarzach mijanych ludzi wciąż nie znajdując nawet cienia jego uśmiechu. Zgubił się mój Mały Książę, zgubił swoje szare spojrzenie. Niebo mu je skradło. Zamknęło w okowach stalowych chmur i zachłannie chroni przede mną. Nie wypuści Cie już. Zbyt miły jest mu Twój trel, ten umęczony wątły głos. W oczach ludzi będę szukać radosnych iskier, z natłoku słów wydobędę Twoje frazy, w kakofonii myśli odnajdę Twoje wołanie.
I pójdę dalej. Nie wyrwę niebu jego marionetki. Nie rozedrę jego serca bólem milionów istnień. Zostawię Ciebie w jego objęciach, w czułych ramionach kochanka, i co wieczór będę wypatrywać w jego barwie szaro stalowych błysków Twoich oczu.
Tęsknię do zimy. Do wirujących płatków białego puchu oglądanych z dachu starej kamienicy. Do widoku bieli mieszającej się z ludzkim brudem i ginącej pod kołami rozpędzonych samochodów. Tęsknie do blasku świec, bijącego z okien. Rozlewającego się miodową poświatą w szarzejącym mroku. Do mojego świata. Świata dachów i latarni, bezdomnych kotów, gorącej czekolady i miękkiej, wirującej bieli. Tak długo jeszcze muszę czekać by móc znów ruszyć przed siebie i przez nikogo nie zatrzymywaną wyławiać spojrzeniem gwiazdy nad dachami miasta. Mojego miasta...